MENU
Strona Główna
Przetargi DPS
Lokalizacja
Nasza Historia
Warunki Bytowe
Nasze Usługi
Zespół OT
Prawa Obowiązki
Galeria Zdjęć
NASZE DZIAŁANIA
2007-2009
2005-2007
2003-2005
TPM
Zloty Seniorów
Wypożyczalnia
Opieka Dobowa
MIESZKAŃCY
Wspomnienia
Przeżycia
Zdolności
CHOROBA ALZHEIMERA
Info. o chorobie
Dla opiekunów
Nasza współpraca
Nasze inicjatywy
Zdolności Mieszkańców
 
Józef Adaszyński
Marian Krym
 
Józef Adaszyński
"Sprawy plastyczne interesują mnie od dzieciństwa. Lubię malować, rysować i rzeźbić.
Wszystko zaczęło się w II klasie szkoły podstawowej. Nauczyciele zauważyli, że ładnie maluję. Mój pierwszy rysunek, to była postać żołnierza. A potem malowałem już portrety i pejzaże. Kiedy były konkursy, to brałem w nich udział: np. w IV kl. namalowałem na konkurs portret Kopernika.
 
 
Po szkole podstawowej poszedłem do szkoły ceramicznej na dział malarski.
Potem pracowałem w porcelanie na malarni. Długo nie pracowałem.
Ze względu
na stan zdrowia ojca musiałem zająć się gospodarstwem. Nie mogłem też iść do szkoły plastycznej, chociaż nauczycielka plastyki namawiała mnie. Nadal malowałem obrazy na papierze i płótnie, szkicowałem. Kiedy zobaczyłem ciekawe miejsce, zaraz przenosiłem je na płótno.
Nigdy nie sprzedawałem obrazów, jak już to podarowałem. A kiedy obraz mi nie wyszedł, to nie wyrzucałem go, tylko odstawiałem na bok. Jeśli ktoś go chciał, to dawałem. Teraz jestem w DPS i maluję nadal. Ostatnio zrobiłem kilka prac w ołówku. I prace podobały się.
 
 
Umiem też rzeźbić. Jeśli ktoś ma dryg do malowania to i rzeźbić potrafi. Rzeźbię w drewnie lipowym i topolowym. Trzeba mieć wizję i wyobraźnię,
bo kształt drzewa narzuca kształt. Moje pierwsze rzeźby, to postacie z gór. Największa miała 60 cm i był to góral w tradycyjnym stroju.

Dobrze, że tu mogę rzeźbić pod okiem terapeuty zajęciowego
Pana Jana Łażewskiego. W terapii czas schodzi szybciej i jest u spokojnie.
Jak człowiek ma w ręku talent, to go ciągnie do tych zajęć. Zrobiłem już
w terapii szopki, rzeźby, rysunki, obrazki. Moje prace poszły na wystawę
do sklepu "Arka".
"Dopóki będę mógł, to będę rzeźbił i malował. Po co mam gdzieś latać, jak mogę robić rzeczy, które się podobają."
 

powrót do góry   strona główna

 
Marian Krym
Pan Marian Krym jest od roku mieszkańcem Naszego Domu, a już dał się poznać jako człowiek, który nie lubi marnować czasu. Zaglądając do Jego pokoju, można zobaczyć, jak pełen skupienia wykonuje, dość nietypowe dla mężczyzny, robótki na szydełku, czy drutach. Poprosiłam Pana Mariana, aby opowiedział o swoich zdolnościach.
 
 
 
"Pochodzę ze wschodnich stron, gdzie mało było zakładów pracy i trudno było o zatrudnienie. Dlatego dużo ludzi utrzymywało się z chałupnictwa. Moje siostry postanowiły robić swetry i oddawać je do Cepelii. Ja przypatrywałem się tej robocie i żeby było szybciej, zacząłem pomagać. Na początku drobne wykończenia i ściągacze. Miałem wtedy 10 lat. Podobało mi się to, bo zawsze coś dostałem: to ołówek, to jakąś rzecz. Oczywiście poza domem nikomu nie mówiłem o swoich zdolnościach, bo na pewno by mnie wyśmiali. 
Potem miałem długą przerwę, ale umiejętność pozostała. O tym, że umiem robić na szydełku i drutach nie powiedziałem nawet swojej żonie. Wtedy wstydziłem się, że umiem robić kobiece robótki.
Pewnego dnia zachorowałem i musiałem leżeć w łóżku. Kiedy zrobiło mi się lepiej, nudziło mi się tak leżeć. I wtedy przypomniałem sobie o swoich umiejętnościach. Poprosiłem teścia, żeby przyniósł mi 2 szprychy od roweru. Wyostrzyłem czubki i zacząłem robić sweter. Kiedy ktoś wchodził swoją robotę chowałem pod pierzynę.
Ale pierwszą rzeczą, którą zrobiłem tak od początku do końca i z której byłem bardzo zadowolony, był komplecik (sweterek i rajstopki) dla mojego małego synka. Wtedy o moich zdolnościach dowiedziała się żona. Cała wioska później pytała ją, gdzie dostała taki ładny komplecik.
I od tego czasu, zaczęło się na dobre. Przychodziły do mnie kobiety z wioski i np. prosiły, żebym wyrobił piętę w skarpecie, bo im nie wychodziło.
Kiedy przyszedłem do DPS wiedziałem, że będę miał tu dużo czasu.
I jak niegdyś z nudów, tak też teraz wróciłem do swego hobby.
Na początku wstydziłem się, bo tu cały oddział mężczyzn, a ja miałbym druty i szydełka wyciągać? Ale ważniejsze było dla mnie robienie czegoś, niż siedzenia i patrzenie w ścianę. No i skoro kobiety wykonują męskie zajęcia, to mężczyźni mogą robić to, co kobiety. Dlatego robię teraz skarpetki, bamboszki, rękawiczki (z 5 palcami i 1 palcem), serwetki.
W taki sposób umilam sobie czas, mniej palę i mam zajęcie. U mnie ręce muszą mieć robotę. W zrobionych przeze mnie kapciach i skarpetach chodzą już niektórzy współmieszkańcy. Grosika za to nie wziąłem, bo to tak
z dobrego serca. Cieszę się, że mogę pomóc, kiedy ktoś jest w potrzebie.
A każda pochwała polepsza mi humor, bo przecież każdy lubi być chwalony."

Jako podsumowanie wypowiedzi Pana Mariana chciałabym dodać, że warto mieć hobby, coś czemu człowiek poświęca czas, co daje mu satysfakcję.
Nie ma bowiem nic żałośniejszego, jak np. stanie na korytarzu, obserwowanie wszystkich i wszystkiego, komentowanie, rzucanie kąśliwych uwag.
Nie o to chodzi w życiu, aby być "podglądaczem", choć tak zapewne najprościej. Ma być wartościowo i twórczo! Tylko takie podejście daje zadowolenie. Inna postawa to "marność nad marnościami."
 

powrót do góry   strona główna

KONTAKT
Napisz do Nas
Nasze Adresy
Pytania Uwagi
NASZE PORADY
Psycholog
Pielęgniarka
Prac. Socjalny

 
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, © 2003 by DPS Chodzież & autor  admin@dpschodziez.pl